Zapragnijmy wreszcie dobra

Zatroszczmy się o siebie, bracia, czuwajmy. Kto nam zwróci ten czas, jeżeli go zmarnujemy? Zaiste będziemy szukać tych dni, a nie znajdziemy. Ojciec Arseniusz zawsze sobie powtarzał: „Arseniuszu, po co tu przyszedłeś?”A my trwamy w takiej beztrosce, że nie wiemy, ani po cośmy świat opuścili, ani czegośmy chcieli. Dlatego nie tylko nie postępujemy naprzód, ale zewsząd doznajemy udręki. Spada to na nas dlatego, że sercom naszym brak stanowczości. Naprawdę, gdybyśmy zechcieli trochę się potrudzić, niedługo by trwało bojowanie i cierpienie. Chociaż na początku człowiek musi się zmuszać do walki, ale jeśli ją toczy, powoli robi postępy. Później już wypełnia wszystko w pokoju serca. Bóg bowiem widział przymus, jaki on sobie zadawał, i zesłał mu pomoc.

I my więc zadajmy sobie przymus, zacznijmy dzieło, zapragnijmy wreszcie dobra. Bo chociaż jeszcze nie jesteśmy doskonali, ale samo pragnienie jest dla nas początkiem zbawienia. Od pragnienia bowiem przechodzimy z pomocą Bożą do podjęcia walki. A gdy walczymy, otrzymujemy pomoc do zdobycia cnót. Dlatego to któryś z ojców powiedział: „Daj krew, a weź Ducha”, to znaczy walcz i posiądź cnoty.

Kiedy zdobywałem wykształcenie świeckie, z początku kosztowało mnie to dużo trudu. Gdy trzeba było wziąć książkę do ręki, czułem się, jakbym miał dotknąć dzikiej bestii. Ale ponieważ wytrwale się przymuszałem, pomógł mi Bóg i tak się wdrożyłem, że z gorliwości w nauce nie wiedziałem już, co jem i piję albo jak śpię. Nigdy też nie ucztowałem z żadnym z moich przyjaciół, ani nawet nie zaczynałem z nimi rozmów w czasie nauki, chociaż lubiłem towarzystwo i kochałem moich kolegów. A kiedy nauczyciel nas odprawiał, to po kąpieli (musiałem codziennie kąpać się, ponieważ wysychałem z nadmiaru pracy) odchodziłem do swojego mieszkania nie myśląc nawet, co będę jadł. Nie potrafiłem oderwać myśli od nauki w tym celu, żeby sobie zamówić posiłek. Ale miałem kogoś zaufanego, kto przyrządzał mi to, co chciał. Kiedy więc zauważyłem, że już przygotował posiłek, wówczas go zjadałem. Na łóżku przy boku miałem książkę i co chwila pochylałem się nad nią. Kiedy zasypiałem, także miałem ją blisko na stołku. Zdrzemnąwszy się trochę, zaraz brałem się do czytania. Wieczorem również, gdy powróciłem z nieszporów, zapalałem kaganek i czytałem do północy. I tak żyłem, nie zaznając poza nauką żadnych przyjemności. Odkąd więc wstąpiłem do klasztoru, mówiłem sobie: „Jeśli świeckiej nauki tak się pragnie, i z taką gorliwością człowiek się przykłada do jej szukania i zdobywania, o ileż bardziej, gdy chodzi o cnotę?” I czerpałem z tego wiele siły. W ten sposób jeśli ktoś chce zdobyć cnotę, nie powinien pozwolić sobie na obojętność i na rozproszenie. Podobnie jak ten, kto chce być cieślą, nie zajmuje się innymi rzemiosłami, tak również ten, kto pragnie posiąść umiejętność duchową, nie powinien zajmować się żadną inną rzeczą, ale dniem i nocą o tym tylko myśleć, aby mógł osiągnąć swój cel. Ci, którzy inaczej biorą się do sprawy, nie tylko nie postępują naprzód, ale błądząc bez celu rozbijają się. Bo kto nie czuwa i nie walczy, łatwo zaczyna wykraczać przeciw cnocie.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Pomóż nam wydać Opowieści pielgrzyma w wersji audio. Zostań naszym patronem. O naszych celach dowiesz na stronie Patronite.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji