Takich to diabeł kocha…

Podobał się złemu ów brat, o którym mówił ojciec Makary: „Mam ja brata, który na sam mój widok zawraca na pięcie w tył”. Takich to diabeł kocha, takimi się zawsze cieszy, to jest tymi, którzy nie mają przewodnika, nie są poddani nikomu, kto by po Bogu mógł ich wspomóc i podać im rękę. Bo czy nie do wszystkich braci szedł ów diabeł, którego Starzec zobaczył niosącego wszelkie swoje przysmaki w dzbanuszkach? Czyż nie częstował ich wszystkich? ale każdy z nich dostrzegł zasadzkę, pobiegł, wyjawił swoje myśli i znalazł pomoc w chwili pokusy i odtąd już diabeł nie miał na niego siły. Tylko tego jednego biedaka znalazł diabeł polegającego na sobie i niemającego znikąd pomocy; zabawił się więc jego kosztem i odszedł, chwaląc sobie tego, a przeklinając pozostałych. Otóż gdy tylko wyznał sprawę oraz imię brata świętemu Makaremu, święty pobiegł do tamtego i stwierdził, że taka właśnie była przyczyna jego zguby; znalazł go nieskłonnego do wyznawania, nieprzyzwyczajonego do objawiania myśli: dlatego to i nieprzyjaciel obracał nim, jak chciał. Na pytanie świętego: „Jak tam z tobą, bracie?” – ten odpowiedział: „Dzięki twoim modlitwom dobrze”. A znowu zapytany: „Czy cię nie kusi własna myśl” – odrzekł: „Na razie wszystko dobrze”. I nic nie chciał wyznać, póki starzec umiejętnie z niego nie wydobył, a później go umocnił słowem Bożym i wrócił do siebie. A nieprzyjaciel przyszedł znowu swoim zwyczajem, by go obalić; i doznał wstydu, bo go znalazł umocnionego i nie mógł już z niego szydzić. Odszedł więc nic nie zdziaławszy, odszedł zawstydzony także i przez tego. Toteż zapytany znowu przez świętego: „Jak tam z tym bratem, twoim przyjacielem?” – odpowiedział, że to już nie jest jego przyjaciel, ale wróg; i przeklinał go, mówiąc: „I ten odwrócił się i nie chce już mnie słuchać, zrobił się gorszy od wszystkich”.

Oto dlaczego nieprzyjaciel nienawidzi dźwięku słów ostrzeżenia: bo zawsze pragnie naszej zguby. Oto dlaczego kocha tych, którzy polegają na sobie samych: bo współpracują z diabłem, sami przeciw sobie z nim knując. Nie widziałem, żeby mnich kiedy upadł z innej przyczyny niż z tej, że zaufał własnemu sercu. Niektórzy mówią: przez to, albo przez tamto upada człowiek… Ale ja, jak powiedziałem, nie widziałem innej przyczyny upadku niż ta właśnie. Widzisz kogoś upadającego? Wiedz, że ten człowiek ufał sobie. Nic gorszego i nic zgubniejszego, niż sobie zaufać.

Bóg mnie strzegł, że zawsze bałem się tego niebezpieczeństwa. Kiedy byłem w klasztorze, wszystko przedkładałem Starcowi, ojcu Janowi; bo nigdy, jak już mówiłem, nie podejmowałem niczego bez jego rady. I zdarzało się, że moja własna myśl mi mówiła: Czyż nie tak a tak odpowie ci Starzec? Po co mu chcesz przeszkadzać? – A ja odpowiadałem swojej myśli: Przekleństwo tobie i twojemu rozumowi i twojemu rozsądkowi i twojej roztropności i twoim przewidywaniom: bo co wiesz, to wiesz od demonów. I odchodziłem, i pytałem się Starca, mimo iż często odpowiadał mi to właśnie, co przewidziałem. Wówczas znowu powracała moja myśl: No i co? przecież odpowiedział ci to samo, czyż więc potrzebnie męczyłeś Starca? A ja odpowiadałem: Ale teraz to już jest dobre, teraz to już pochodzi od Ducha Świętego, bo to, co jest od ciebie, jest złe, jest od diabła, jest od skażonej namiętnościami natury.

I tak nigdy nie pozwoliłem sobie słuchać własnej myśli bez zapytywania Starca. I wierzcie mi, bracia, że trwałem w wielkim pokoju, w tak wielkiej beztrosce, że mnie aż to zaniepokoiło, jak wam już kiedyś powiedziałem. Słyszałem bowiem, że przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego, a stwierdzałem, że sam nie doznaję żadnego ucisku, toteż zacząłem się bać i dręczyć, nie znając przyczyny takiego spokoju, aż dopóki mi jej nie wytłumaczy Starzec, mówiąc: „Nie bój się. Każdy, kto zdaje się Ojcom na posłuszeństwo, doznaje właśnie takiego pokoju i beztroski”.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji