Szkodliwość podejrzeń

Wiele innych podobnych rzeczy powiedzieli ojcowie wykazując nam różnymi sposobami szkodliwość podejrzeń. Starajmy się więc, bracia, wszelkimi siłami nie wierzyć nigdy swoim podejrzeniom. Nic tak nie odwraca człowieka od troski o własne grzechy, nic go tak nie uczy wtrącać się w nie swoje sprawy. Nic też dobrego z tego nie wynika, ale tysiączne zamieszania, tysiączne cierpienia; i nigdy już wtedy człowiek nie ma czasu na zdobywanie bojaźni Bożej. Więc jeśli nasza grzeszność sprawia, że rodzą się w nas podejrzenia, natychmiast je zmieniajmy w życzliwe myśli, a tak unikniemy szkody. Bo podejrzenia są złe i odbierają duszy cały spokój. Oto na czym polega kłamstwo myślą.

Słowem zaś kłamie ten, który na przykład leni się wstać na wigilie, i nie mówi: „Przebacz mi, bo leniłem się wstać”, ale: „Miałem gorączkę, miałem zawroty głowy, nie mogłem wstać, nie miałem sił”. I mówi dziesięć kłamstw zamiast raz uczynić pokutę i upokorzyć się. A jeśli ktoś mu zrobi wymówkę, przekręca i upiększa własne słowa, żeby nie ponosić winy. Podobnie jeśli mu się zdarzy pokłócić z bratem, bezustannie się broni i mówi: „Ale to ty powiedziałeś, ale to ty zrobiłeś, ale ja nie powiedziałem, ale tamten powiedział, ale to, ale tamto”, byle się tylko nie upokorzyć. A kiedy czegoś chce, nie mówi: „Mam na to ochotę”, ale używa wykrętów i mówi: „To a to mi dolega i tego potrzebuję”, albo: „To mi zostało przepisane” i póty kłamie, póki nie zaspokoi swego pragnienia.

Bo każdy grzech pochodzi albo ze zmysłowości i wygodnictwa, albo z chciwości, albo z próżności. Podobnie i kłamstwo pochodzi od tych trzech. Człowiek kłamie albo po to, żeby uniknąć oskarżenia i upokorzenia, albo dla zaspokojenia jakiegoś pożądania, albo dla zysku. Bez końca kłamie tu, kłamie tam, intryguje, aż póki celu nie osiągnie. Takiemu już nikt nie wierzy, ale choćby i powiedział co zgodnie z prawdą, nikt nie potrafi mu uwierzyć i sama nawet prawda jego uważana jest za niepewną.

Ale zdarza się czasem rzeczywista potrzeba, w której jeśli człowiek nie użyje małego wykrętu, dochodzi do większego zamieszania i nieszczęścia. W takich okolicznościach, kiedy człowiek widzi się do tego zmuszonym, zmienia temat mowy, aby uniknąć, jak powiedziałem, większego zamieszania, nieszczęścia lub niebezpieczeństwa. Mówił o tym ojciec Alonios do ojca Agatona: „Oto dwóch ludzi w twojej obecności popełniło zabójstwo, a jeden z nich schronił się w twojej celi. Oto urzędnik szuka go i pyta ciebie: «Czy przy tobie dokonano tego zabójstwa?» Jeśli nie użyjesz podstępu, wydasz tego człowieka na śmierć”. Więc jeśli zachodzi konieczność, człowiek mimo to nie powinien lekceważyć kłamstwa, ale pokutować i płakać przed Bogiem i uważać to za godzinę próby. I nie zawsze tak należy postępować, ale raz na bardzo wiele wypadków. To tak, jak z odtrutką czy środkiem przeczyszczającym. Stale zażywane szkodzą; ale jeśli je ktoś przyjmuje raz na jakiś czas z rzeczywistej potrzeby, pomagają mu. Tak i w tej sprawie należy postępować. Jeśli rzeczywista konieczność zmusza do kłamstwa, można skłamać, ale w nielicznych tylko wypadkach i z wielkiej – jak powiedziałem – konieczności. Później z bojaźnią i drżeniem należy przedstawić Bogu i swoją intencję, i konieczność, a tak się człowiek ocali. Inaczej poniesie szkodę.

Oto powiedzieliśmy już, kto to jest ten, co kłamie myślą i ten, co kłamie słowem. Chcemy jeszcze powiedzieć także, kto kłamie całym swoim życiem.

Całym życiem swoim kłamie ten, kto jest rozpustny, a udaje wstrzemięźliwość; jest chciwy, a mówi o jałmużnie i wychwala miłosierdzie; jest pyszny, a podziwia pokorę. Podziwia ją nie po to, żeby ją chwalić. Bo gdyby w tym celu tak mówił, najpierw by z pokorą wyznał swoją własną słabość, mówiąc: „Jestem nieszczęsny, pozbawiony wszelkiej cnoty!” A po wyznaniu własnej nędzy dopiero by mógł podziwiać i wychwalać cnotę. Ani też nie dlatego ją chwali, żeby uniknąć zgorszenia. Bo w takim razie powinien pomyśleć: „Jestem nieszczęsny i pełen grzechów, czemu miałbym jeszcze innych prowadzić do złego? Czemu miałbym szkodzić cudzej duszy i dokładać sobie ciężaru?” A tak mógłby, chociaż sam grzeszny, zbliżyć się do dobra. Bo uznawanie własnej nędzy to pokora, a oszczędzanie bliźniego to współczucie. Ale taki człowiek podziwia głośno cnotę, jak już mówiłem, nie w którejś z tych intencji, a tylko dla zakrycia własnej hańby bierze imię cnoty i mówi o niej, jakby i sam był taki, a często i po to, aby komuś zaszkodzić, albo go oszukać. Bo żadne zło, żadna herezja, ani nawet sam szatan nie potrafią człowieka oszukać inaczej, niż przez udawanie cnoty. Apostoł mówi, że diabeł podaje się za anioła światłości. Nic więc dziwnego, że jego słudzy udają sługi sprawiedliwości. Tak i kłamca: albo ze strachu przed zawstydzeniem i upokorzeniem, albo, jak powiedziałem, w intencji oszukiwania i zwodzenia mówi o cnotach, wychwala je i podziwia, jakby sam je pełnił, i nie jest prosty, ale dwoisty: inny wewnątrz, a inny na zewnątrz. Życie jego jest podwójne i całkiem zakłamane.

Oto więc powiedzieliśmy o kłamstwie, że pochodzi od złego; powiedzieliśmy o prawdzie, że prawdą jest Bóg. Unikajmy więc kłamstwa, bracia, abyśmy się wyrwali spod władzy złego, a usiłujmy zdobyć prawdę, abyśmy się zjednoczyli z Tym, który powiedział: Ja jestem prawdą. Niech Bóg nas uczyni godnymi swej prawdy.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Pomóż nam wydać Opowieści pielgrzyma w wersji audio. Zostań naszym patronem. O naszych celach dowiesz na stronie Patronite.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji