Szacunek

Obyśmy mieli w sercu szacunek, bracia, obyśmy bali się szkodzić sobie i innym, obyśmy szanowali innych i starali się nawet nie wpatrywać się w ich twarze – bo i to jeden ze starców uznał za objaw bezczelności.

A jeśli się komuś zdarzy zobaczyć, jak brat jego grzeszy, niech nie pogardzi nim i nie milczy, i nie pozwoli mu zginąć, ani też niech nie wpada na niego ostro, ani go nie obmawia, ale ze współczuciem i bojaźnią Bożą niech powie komuś, kto by go mógł wspomóc, albo niech sam rozmówi się z nim, z miłością i pokorą mówiąc: „Wybacz, bracie, ale mnie, choć oziębłemu, wydaje się, że może w tej sprawie postępujemy niewłaściwie”. A gdyby nie posłuchał, trzeba powiedzieć innemu, o którym wiadomo, że ten brat mu ufa; albo powiedzieć przełożonemu czy opatowi, i już się o to nie troszczyć. Jak mówiliśmy, trzeba to wyjawić w intencji udzielenia pomocy bratu, a nie przez plotkarstwo, nie dla obmowy, nie z pogardy, nie dlatego na przykład, żeby mu dać stosowną nauczkę. Nie osądzając go; ani nie udając na zewnątrz, że się chce jego dobra, a wewnątrz kryjąc którąś z tych intencji, jakie wymieniłem. Bo zaiste, jeżeli ktoś oskarża brata przed opatem, ale nie w intencji wspomożenia brata, ani nie dlatego, że sam ma z tego powodu trudność, to grzeszy. Grzeszy obmową. Niechże więc zbada swoje serce. Jeśli widzi w nim poruszenia namiętności, niech milczy. Jeśli zaś widzi jasno, że ze współczucia i dla pożytku chce powiedzieć, ale oprócz tego męczy go poruszenie namiętności, niech z pokorą wyzna wszystko opatowi, i swoją sprawę, i sprawę bliźniego. Niech mówi: „Sumienie moje świadczy, że to dla dobra chcę powiedzieć, ale czuję, że domieszało się do tego jakieś poruszenie namiętności: nie wiem, czy to dlatego, że coś kiedyś miałem przeciw temu bratu, czy też to złudzenie, które chce mnie powstrzymać, żebym nie powiedział i żeby dobro się nie stało”. A wtedy już opat rozstrzygnie, czy ma mówić, czy nie mówić.

Zdarza się też, że ktoś mówi ani nie dla dobra brata, ani nie z powodu własnej trudności, ani też nie przez jakąś zemstę, ale tak po prostu, z gadatliwości. Jakiż pożytek z takiego gadania? Często tamten brat dowiaduje się, że go obmówiono, oburza się i powstaje z tego awantura, i tylko zło się powiększa. Bo kiedy ktoś mówi dla dobra – jak powiedzieliśmy – i tylko dla dobra, to Bóg nie dopuszcza do wzburzenia, nie pozwala, by wynikło zamieszanie i szkoda.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji