Pożyteczna pokusa

Nieraz człowiek zastanawia się i pyta: „Jeśli w niepowodzeniu ktoś z nieszczęścia zgrzeszy, jakże to może być, że niepowodzenie jest dla kogoś korzystne?” Otóż tylko dlatego grzeszymy w niepowodzeniu, że nam brak wytrwałości i nie chcemy znosić nawet małej przykrości, ani wycierpieć jakichś przeciwności. Bóg nie pozwala, aby nam się stało coś przewyższającego naszą wytrzymałość. Mówi Apostoł: Wierny jest Bóg i nie dozwoli kusić was ponad to, co potraficie znieść. Ale nam brak cierpliwości, nie chcemy ponieść nawet drobnego trudu i nie zgadzamy się przyjąć niczego pokornie, dlatego też cierpimy i im bardziej usiłujemy uciec przed pokusami, tym bardziej nam one ciążą, tym bardziej tracimy ducha, a pozbyć się ich i tak nie możemy.

Ludzie, którzy muszą pływać w morzu, jeśli znają sztukę pływania, to kiedy nadchodzi na nich fala, nurkują w nią i pozwalają, aby ich przykryła, dopóki nie przejdzie, a później dalej płyną spokojnie. Gdyby zaś chcieli przeciwstawić się fali, odepchnęłaby ich i odniosła daleko. Wtedy znów spróbowaliby płynąć, ale przyszłaby na nich druga fala; jeśli i tej się przeciwstawią, odepchnie ich i wyrzuci na brzeg, a tak będą tylko się męczyć i nie posuną się naprzód. Ale jeśli, jak powiedziałem, zanurzą się w fali i uniżą się pod nią, przejdzie ona nic im nie szkodząc i dalej będą płynąć, dokąd chcą, i wykonywać swoja pracę. Tak jest i z pokusami. Jeśli ktoś znosi pokusę cierpliwie i pokornie, przechodzi ona i nic mu nie szkodzi; ale kto się niepokoi i rzuca, i zwala winę na wszystkich wokoło, ten nie odnosi żadnej korzyści, przeciwnie: samą szkodę.

Bo bardzo pożyteczne są pokusy dla kogoś, kto je umie znosić niewzruszenie. Także jeżeli w nas się burzą namiętności, nie powinno to nas niepokoić. Niepokoić się z powodu wzburzenia namiętności jest oznaką ignorancji i pychy, nieświadomości własnego stanu oraz chęci ucieczki przed walką. Tak też mówili Ojcowie: „Dlatego nie czynimy postępów, że nie znamy własnej miary, ani nie mamy cierpliwości do rozpoczętego dzieła, ale chcielibyśmy zdobyć cnotę bez wysiłku”. Bo dlaczego człowiek poddany namiętnościom dziwi się, kiedy one się w nim burzą? Dlaczego dziwi się im ten, który pełnił ich uczynki? Masz je, a dziwisz się? Masz w sobie ich zadatki, a mówisz: „Czemu to mnie dręczy?” Raczej zdobądź się na cierpliwość, walcz, błagaj Boga. Bo nie może być wolny od ataków namiętności ktoś, kto był im już uległy aż do pełnienia ich uczynków. „Narzędzia ich – jak mówił ojciec Sisoes – są wewnątrz nas, ale daj im ten ich zastaw, a pójdą sobie”. Przez narzędzia rozumie przyczyny. Bo skoro je kochaliśmy i według nich działaliśmy, to jest rzeczą niemożliwą, żeby nas grzeszne myśli nie opanowywały i nie zmuszały, nawet wbrew naszej woli, do pełnienia grzesznych uczynków, ponieważ dobrowolnie oddaliśmy się w ich ręce.

To właśnie znaczą słowa, które prorok powiedział o Efraimie, że pokonał on swego przeciwnika – to znaczy własne sumienie – i podeptał sąd; że szukał Egiptu, a siłą zabrany został do Asyrii. Egiptem nazywają Ojcowie cielesne pragnienia, które nas skłaniają do szukania zmysłowych przyjemności i czynią umysł im poddanym; Asyrią zaś nazywają grzeszne myśli, które zanieczyszczają umysł i sprawiają w nim zamieszanie: napełniają go nieczystymi wyobrażeniami i ciągną go siłą wbrew jego woli, do uczynku grzesznego. Otóż jeśli ktoś dobrowolnie odda się pragnieniu cielesnych rozkoszy, to nieuchronnie, choćby nie chciał, zostaje siłą zawleczony do Asyrii, aby tam służyć Nabuchodonozorowi. Wiedząc o tym prorok lamentował i mówił: „Nie idźcie do Egiptu! Cóż robicie, nieszczęśliwi? Upokórzcie się trochę; zegnijcie kark i pracujcie dla króla babilońskiego, a pozostaniecie na ziemi waszych ojców”. I znów pobudza ich, mówiąc: „Nie bójcie się go, bo ja jestem przy was, ażeby wam pomóc i z ręki jego was wyrwać”. A potem przepowiada nieszczęście, które na nich spadnie, jeśli nie będą posłuszni Bogu. Jeśli bowiem – mówi – pójdziecie do Egiptu, spotka was wyniszczenie i niewola, przekleństwo i urągowisko. Oni zaś mu odpowiedzieli: „Nie zostaniemy w tym kraju, ale chcemy się udać do Egiptu, by nie widzieć wojny, i nie słyszeć dźwięku trąby i łaknąć chleba”. Poszli więc i z dobrej woli służyli faraonowi, ale potem zostali siłą zawleczeni do Asyrii i służyli tam, chociaż nie chcieli.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Pomóż nam wydać Opowieści pielgrzyma w wersji audio. Zostań naszym patronem. O naszych celach dowiesz na stronie Patronite.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji