Nałóg

Kiedy byłem w klasztorze, opat za radą Starców zlecił mi opiekę nad gośćmi. A byłem właśnie po ciężkiej chorobie. Przychodzili więc goście i byłem przy nich do wieczora, a potem przychodzili wielbłądnicy, więc znów troszczyłem się o ich potrzeby. Często też ledwo położyłem się spać, budzono mnie, ponieważ znowu zjawiła się jakaś potrzeba. Później gdy ledwo się zdrzemnąłem, przychodziła pora wstawać na wigilie i ceremoniarz mnie budził. Czy to ze zmęczenia, czy z choroby (bo jeszcze miewałem nawroty lekkiej gorączki) czułem się wtedy rozbity i jakby niewładający sam sobą. Nieprzytomny jeszcze ze snu, odpowiadałem: „Dobrze, mój panie, niech Bóg pamięta o twojej dobroci, niech ci Bóg zapłaci; tak jest, panie, idę”. A kiedy odszedł, zasypiałem znowu i bardzo mnie to martwiło, że się wciąż spóźniałem na wigilie. Więc ponieważ on nie mógł zatrzymywać się przy mnie, poprosiłem dwóch braci, jednego, żeby mnie budził, a drugiego, żeby mi nie pozwolił zdrzemnąć się podczas wigilii. I wierzcie mi, bracia, miałem ich za tych, przez których przychodziło moje zbawienie i czułem dla nich niemal cześć. Tak i wy powinniście myśleć o tych, którzy was budzą na modlitwy kanoniczne i do pełnienia wszelkich dobrych uczynków.

Jak powiedzieliśmy, każdy powinien robić rachunek sumienia z tego, jak spędził dzień i noc, czy uważnie brał udział w śpiewie i w modlitwie, czy go nie opanowały myśli pochodzące od namiętności, czy uważnie słuchał świętego czytania, czy nie opuścił chóru i nie wyszedł z kościoła przez niedbalstwo. Jeśli ktoś tak codziennie bada siebie i stara się pokutować za przekroczenia i poprawić się, to zaczyna mniej grzeszyć, na przykład osiem razy zamiast dziewięciu dziennie, a tak z pomocą Bożą powoli postępując, nie pozwala namiętnościom wzrastać w sobie. Bo wielkie to niebezpieczeństwo pozwolić, żeby namiętność przeszła w nałóg; później już, jak powiedzieliśmy, taki człowiek nie może się sam wyzwolić, choćby chciał, chyba że otrzyma pomoc od świętych.

Chcecie, żebym wam opowiedział o kimś, u kogo namiętność przeszła w nałóg? Usłyszycie o czymś naprawdę pożałowania godnym. Kiedy byłem w klasztorze, nie wiem dlaczego braciom przyszło do głowy objawiać mi swoje myśli. Właściwie nawet i opat za radą Starców zlecił mi troskę o pełnienie wobec nich tego zadania. Otóż któregoś dnia przychodzi pewien brat i mówi mi: „Wybacz mi, panie, i pomódl się za mnie, bo kradnę rzeczy do zjedzenia”. Pytam: „Dlaczego? Czy jesteś głodny?” On na to: „Tak! Nie wystarcza mi porcja zakonna, a nie umiem prosić”. Pytam znowu: „Czemu nie idziesz z tą sprawą do opata?” Odpowiada: „Wstyd mi”. Mówię: „A chcesz, żebym ja poszedł i tę sprawę załatwił?” On na to: „Jak chcesz, panie”.

Poszedłem więc i opowiedziałem opatowi, a on mi rzekł: „Okaż miłosierdzie i zajmij się nim, jak umiesz”. Wtedy wziąłem go do szafarza i powiedziałem szafarzowi: „Okaż miłosierdzie i kiedykolwiek by przyszedł ten brat, daj mu, czegokolwiek by chciał, a niczego mu nie odmawiaj”. Szafarz wysłuchał i odrzekł: „Tak jest”. Przez kilka dni tak było, a potem ów brat znowu przyszedł do mnie, mówiąc: „Wybacz mi, panie, bo znów zacząłem kraść”. Pytam: „Dlaczego? Czy szafarz nie daje ci wszystkiego, czego chcesz?” – On na to: „Owszem, wybacz, daje mi wszystko, czego chcę, ale ja się go wstydzę”. Mówię: „A mnie też się wstydzisz?” Odpowiada: „Nie”. Ja na to: „Więc, jeśli chcesz, przychodź i bierz ode mnie, a nie kradnij”.

Opiekowałem się wtedy infirmerią. Przychodził więc on i brał ode mnie, czego chciał. Ale po jakimś czasie znowu zaczął kraść. Przyszedł więc zmartwiony i mówi mi: „Oto znowu kradnę”. Pytam: „Dlaczego, bracie mój? Czyż ci nie daję wszystkiego czego chcesz?” Odpowiada mi: „Owszem”. Ja na to: „I nie wstydzisz się przecież brać ode mnie?” Odpowiada: „Nie”. Mówię: „Czemu więc kradniesz?” On na to: „Wybacz mi, nie wiem, czemu: oto po prostu, kradnę”. Więc pytam: „Powiedz szczerze, cóż robisz z tym, co kradniesz?” On na to: „Daję osłu”.

I okazało się, że ten brat kradł bób, daktyle, figi, cebulę i w ogóle wszystko, co znalazł, chował to albo u siebie w posłaniu, albo gdzie indziej. A w końcu nie wiedział, co z tym zrobić, bo widział, że się to psuje, więc albo wyrzucał, albo zanosił zwierzętom.

Widzicie, co to znaczy wpaść w nałóg? Widzicie, jakie to nieszczęście, jaka nędza? Wiedział, że to grzech, wiedział, że źle robi, dręczył się, płakał, a jednak, nieszczęśliwy, ulegał sile złego przyzwyczajenia, do którego sam się poprzednio doprowadził przez niedbalstwo. I słusznie powiedział ojciec Nisteros: „Kto dał się wciągnąć namiętności, stał się jej niewolnikiem”. Niech dobry Bóg wyzwoli nas ze złych nałogów, aby i nam kiedyś nie powiedział: Jaki pożytek z krwi mojej, z mojego zejścia do grobu?.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Pomóż nam wydać Opowieści pielgrzyma w wersji audio. Zostań naszym patronem. O naszych celach dowiesz na stronie Patronite.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji