Królewska droga

Cnota bowiem leży pośrodku. Jest ona tą królewską drogą, o której bowiem święty Starzec powiedział: „Idźcie drogą królewską, liczcie mile”. Cnota, jak już mówiłem, leży pośrodku, pomiędzy brakiem i przesadą. Dlatego napisano: Nie zbaczaj na lewo ni prawo, ale idź drogą królewską. Św. Bazyli mówi: „Prostego serca jest ten, który nie zwraca myśli ani do przesady, ani do braku, ale się kieruje prosto do leżącej pośrodku cnoty”.

Stwierdzam zaś, że zło samo w sobie nie jest niczym, ponieważ nie ma żadnego bytu ani substancji. Dusza odchylająca się od cnoty ulega namiętnościom i wykonuje zło, dlatego cierpi od niego, bo naturalnego odpoczynku w nim nie znajduje. Podobnie na przykład drzewo: jeśli nawet nie ma wewnątrz robaka, ale zaczyna gnić, wówczas z samej zgnilizny powstaje robak, który potem toczy drzewo. Podobnie żelazo najpierw pokrywa się rdzą, a potem przez samą rdzę zostaje przeżarte. Odzież rodzi mole, które później, choć z niej zrodzone, gryzą ją. Podobnie dusza najpierw wytwarza zło, które przedtem samo niczym nie było, ani nie miało, jak powiedziałem, żadnej substancji; później jednak sama cierpi od tego zła. I dobrze powiedział święty Grzegorz: „Ogień rodzi się z drzewa i pochłania drzewo; tak i zło złych”. To samo można stwierdzić w wypadku chorego ciała. Kiedy człowiek prowadzi życie nieuporządkowane i nie dba o zdrowie, powstaje w nim jakiś nadmiar albo niedobór, a przez to choroba. Tak więc choroby nigdzie przedtem nie było. Sama zaś ona była niczym. Kiedy ciało powraca do zdrowia, choroby również nie ma nigdzie. Zło podobnie jest chorobą duszy, pozbawionej naturalnego i właściwego jej zdrowia, jakim jest cnota. Dlatego to powiedzieliśmy, dlatego cnota leży pośrodku. W ten sposób np. męstwo jest czymś pośrednim między tchórzostwem a zuchwałością; pokora jest czymś pośrednim między pychą a schlebianiem ludziom; postawa szacunku jest czymś pośrednim między przesadną nieśmiałością a bezczelnością. I podobnie inne cnoty. Jeśli więc kto okaże się godny tych cnót, cenny jest w oczach Bożych: wprawdzie na zewnątrz nadal je, pije i śpi jak inni ludzie, ale jest cenny z powodu cnót, które posiada. A kto nie czuwa i nie pilnuje sam siebie, ten łatwo zbacza z drogi czy to na prawo czy na lewo, to znaczy do przesady albo do braku, i wytwarza w sobie chorobę, którą jest zło.

Oto droga królewska, którą szli wszyscy święci. Słupami milowymi na niej są różne stadia postępu, które człowiek powinien zawsze odmierzać i wiedzieć, gdzie się znajduje, do której mili doszedł, jaki stan osiągnął. Powiem tak: wszyscy jesteśmy jak ludzie, którzy postanowili dojść do świętego miasta. Wyszedłem z tego miasta, z którego idą, jedni przechodzą pięć mil i ustają, inni zaś idą dziesięć, a inni aż do połowy drogi; inni znów wcale nie idą, ale wyszedłszy z miasta siedzą koło bramy w zaduchu miejskim. A z tych, co idą, niektórzy przechodzą dwie mile, a potem gubią drogę i cofają się o tyleż; albo uszedłszy dwie naprzód, cofają się o pięć; a inni idą aż do samego miasta, ale stają przed nim i nie wchodzą do środka.

Oto tak właśnie i my postępujemy. Bo są pośród nas tacy, którzy porzucili świat i wstąpili do klasztoru postanawiając zdobyć cnotę. Z tych jedni czas jakiś pracowali nad sobą, a potem przestali, inni jeszcze mniej, inni znów doszli do połowy dzieła i na tym stanęli; inni w ogóle nie pracowali nad sobą, ale chociaż z pozoru opuścili świat, pozostali w świecie, w jego namiętnościach i zaduchu; inni trochę osiągnęli. a potem to wszystko stracili; a są i tacy, którzy stracili więcej, niż osiągnęli. Jeszcze inni wprawdzie zdobyli cnoty, ale trwając w pysze i w pogardzie dla bliźnich, pozostali na zewnątrz świętego miasta i nie weszli do środka, a w ten sposób także i oni nie osiągnęli swojego celu; bo chociaż i doszli aż do bramy miasta, pozostali na zewnątrz tak, że i oni nie spełnili swego postanowienia. Niech więc każdy z nas dowie się, gdzie jest: czy może wyszedł z własnego miasta, ale pozostał pod bramą wśród jego zaduchu; czy postąpił mało, czy wiele; czy osiągnął połowę drogi; czy może nie robi dwóch mil naprzód i tyluż wstecz, albo nawet dwóch naprzód, a wstecz aż pięciu; czy doszedł aż do miasta i wszedł do Jerozolimy, czy też do miasta wprawdzie doszedł, ale nie zdołał wejść. Niech każdy pozna swój stan i zrozumie, gdzie jest.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Pomóż nam wydać Opowieści pielgrzyma w wersji audio. Zostań naszym patronem. O naszych celach dowiesz na stronie Patronite.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji