Dobre ziarno

Często wam o tym mówiłem. Jak wygnaliśmy cnoty, a na ich miejsce wpuściliśmy namiętności, tak teraz musimy się starać nie tylko wygnać namiętności, ale i wpuścić cnoty i przywrócić im ich właściwe miejsce. Bo cnoty z daru Bożego są nam przyrodzone. Bóg bowiem zasiał w człowieku cnoty już wtedy, gdy go stwarzał, jak powiedziano: Uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobieństwo nasze. „Na nasz”, bo Bóg uczynił duszę nieśmiertelną i wolną; „podobieństwo”, właśnie przez cnotę. Powiedziano: Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz niebieski jest miłosierny, oraz: bądźcie święci, ponieważ ja jestem święty, a także mówi Apostoł: Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy, oraz w psalmie powiedziano: Dobry jest Pan dla ufnych; i to samo w wielu innych miejscach. To właśnie oznacza „podobieństwo”. A więc cnoty Bóg dał nam jako coś przyrodzonego; namiętności zaś nie pochodzą z naszej natury, ani nie mają bytu i substancji, ale są tak, jak mówi św. Bazyli, jakby jakaś wada powietrza, przywoływana do istnienia przez brak światła. Tak właśnie jest i z namiętnościami. Jeśli dusza przez żądzę rozkoszy odstąpiła od cnoty, tym samym wytworzyła namiętności i umocniła je w sobie.

Toteż potrzeba, jak to o polu mówiliśmy, po uporządkowaniu zasiać natychmiast dobre ziarno, aby także i zebrać piękny plon. I tu znów siewca musi, kiedy zasiewa ziarno, zakryć je i zakopać w ziemię, inaczej przylecą ptaki porwą je, i zginie. Kiedy je zakryje, czeka na miłosierdzie Boże, aż ono ześle deszcze, aby ziarno wzrosło. Bo choćby się rolnik natrudził bez miary, karczując i oczyszczając, i siejąc – jeśli Bóg nie da deszczu na jego zasiew, cała jego praca pozostaje próżna. Tak i nam potrzeba, choćbyśmy i zrobili coś dobrego, ukryć to przez pokorę i wrzucić w miłosierdzie Boże naszą słabość, i błagać Go, żeby wejrzał na nasze trudy, bo inaczej byłyby próżne.

Zdarza się też, że i deszcz spadnie i ziarno zakiełkuje, ale potem drugi deszcz nie zjawi się na czas i posiew usycha i marnieje. Bo i ziarno potrzebuje deszczu, i kiełki potrzebują go do wzrostu, aż póki się nie wzmocnią. Ale i potem nie można wpadać w beztroskę. Bo czasem nawet już gdy zboże urosło i wydało kłosy, spada szarańcza, grad lub coś podobnego i niszczy plony. Tak samo jest i z duszą. Bo gdy się trudzi i oczyszcza z namiętności, jak mówiliśmy, i ćwiczy się we wszelkich cnotach, musi ciągle polecać się miłosierdziu Boga i Jego Opatrzności, aby jej nie porzucił i aby nie zginęła. Bo jak powiedzieliśmy o ziarnie, że nawet kiedy już wykiełkowało i urosło i wydano plony, jeśli deszcze nie spadną znowu zgodnie z potrzebą wzrostu, uschnie i zginie – tak też jest z człowiekiem. Gdyby po osiągnięciu tego wszystkiego Bóg na chwilę cofnął mu swoją opiekę i opuścił go, zginie. A opuszczenie następuje wtedy, kiedy człowiek robi coś niezgodnego ze swoją naturą. Jeśli na przykład jest pobożny, a wpadnie w niedbałość, albo pokorny, a wpadnie w pychę. I nie tak opuszcza Bóg niedbałego, gdy postępuje niedbale, ani pysznego, kiedy się pyszni, jak opuszcza pobożnego za niedbałość i pokornego za pychę. Bo to jest grzech przeciw ich własnej naturze i stąd też opuszczenie. Dlatego święty Bazyli inaczej osądza grzech pobożnego, a inaczej niedbałego.

A kiedy człowiek ustrzeże się już także i tego, musi uważać, żeby spełniając tę odrobinę dobra, nie spełniał jej dla próżnej chwały albo dla przypodobania się ludziom, czy z innych ludzkich względów, bo tak straciłby to wszystko, co już miał, jak to powiedzieliśmy, mówiąc o szarańczy, gradzie i innych podobnych klęskach. Poza tym ziemskie plony, chociażby niczego nie ucierpiały, ale dotrwały aż do żniwa, i wtedy jeszcze nie pozwalają rolnikowi na beztroskę, bo i to się zdarza, że kiedy już ktoś skończy żniwo i całą robotę wykona, przychodzi zły człowiek i z nienawiści podpala stogi, a tak przepada i cały plon, i praca ludzka. Więc dopóki rolnik nie zobaczy swoich plonów oczyszczonych już dobrze i spoczywających w spichrzu, nie może pozbyć się troski. Podobnie nie może człowiek oddać się beztrosce, choćby zdołał uniknąć tego wszystkiego, o czym mówiliśmy. Bo zdarza się, że po całym tym trudzie diabeł zdoła go jednak skusić czy to do przypisania sobie racji, czy do pychy, czy do żywienia myśli niezgodnych z wiarą i poglądów heretyckich. W ten sposób nie tylko zniszczy owoce wszystkich jego trudów, ale także oddali go od Boga. I chociaż nie zdoła wcześniej skusić go do grzechu uczynkiem, teraz osiąga to samo przez jedną grzeszną myśl. Bo nawet jedna myśl potrafi człowieka oddalić od Boga, jeśli ją człowiek przyjmuje i zgadza się na nią. Więc kto naprawdę chce się zbawić, ten aż do ostatniego tchnienia nie powinien pozwolić sobie na beztroskę. Potrzeba bowiem trudu i wielkiego starania i ciągłej modlitwy do Boga, aby On sam nas ustrzegł i zbawił w swojej dobroci, na chwałę swego świętego Imienia.


Fragment z dzieła Pisma ascetyczne. O auotrze: Św. Doroteusz z Gazy (VI w.), pochodził z Antiochii, gdzie też otrzymał staranne wykształcenie. Około roku 525 wstąpił do położonego koło Gazy (Palestyna) klasztoru, kierowanego przez abba Seridosa. Stał się uczniem dwóch wielkich mistrzów-rekluzów: Jana i Barsanufiusza. We wspólnocie pełnił różne obowiązki: odpowiedzialnego za przyjmowanie podróżnych i gości, opiekuna chorych oraz szpitala, a z czasem również wychowawcy nowych kandydatów. Być może po śmierci mistrzów oraz Seridosa (ok. 540 r.) założył nowy klasztor. Pozostawił zbiór konferencji oraz listów.

Pomóż nam wydać Opowieści pielgrzyma w wersji audio. Zostań naszym patronem. O naszych celach dowiesz na stronie Patronite.

Otrzymuj fragmenty na skrzynkę e-mail

Kilka słów…

Ruch monastyczny, który narodził się w IV w. w Egipcie, bardzo szybko rozprzestrzenił się na inne obszary ówczesnego świata. Wyrażał się w różnorodnych formach: byli zatem pustelnicy żyjący samotnie na pustyni, w skalnych grotach czy w lasach, wędrowni kaznodzieje i misjonarze, wreszcie mnisi żyjący we wspólnotach, według wskazówek duchowego mistrza, lub z czasem spisanej reguły. Wszystkich ich natomiast łączyło szczere pragnienie dążenia ku Bogu, realizowania w życiu codziennym wskazań Ewangelii. Słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii, które pociągnęły do pójścia na pustynię w 2. poł. III w. młodego Antoniego: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko co masz, potem przyjdź i chodź za mną”, tak samo oddziaływały w kolejnych stuleciach, skłaniając wielu do porzucenia dotychczasowego sposobu życia. Nie znamy ich wszystkich z imienia, niektórych upamiętnia tylko samo imię, o innych napisano poematy czy żywoty. Wielu Kościół oficjalnie ogłosił jako świętych, wskazując ich jako wzór albo przykład do naśladowania, lecz także jako orędowników dla tych, co pośród codzienności szczerze szukają Boga, aby wstawiali się za nimi przed Tronem Najwyższego... Więcej

Co dalej?

Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec od początku swego istnienia (1991) stara się przedstawiać i promować najbardziej interesujące i wartościowe teksty z tradycji duchowej chrześcijaństwa czerpiącej obficie z doświadczenia mnichów. Poprzez nasze publikacje pragniemy pokazać, że mądrość minionych pokoleń jest olbrzymim bogactwem, które warto poznawać i z którego warto czerpać także obecnie. Tradycja jest jak wino – gdy się zestarzeje z przyjemnością się je pije (por. Syr 9,10). Siłą tradycji monastycznej, decydującej o jej nieprzemijalności i aktualności, jest gleba z której ona wyrasta: autentyczne doświadczenie Boga i własnej ograniczoności. O życiu dawnych mnichów i ich nauce czytamy w Apoftegmatach Ojców Pustyni i w Rozmowach z Ojcami św. Jana Kasjana. Szczególnie wartościowe są pisma Ewagriusza z Pontu, którego dzieła we fragmentach znajdziemy w Filokalii. Więcej publikacji